Statek kosmiczny NASA „Orion” z czterema astronautami na pokładzie pomyślnie wylądował na wodzie w Oceanie Spokojnym u wybrzeży Kalifornii. Ekspedycja „Artemida-2” – pierwszy od ponad pół wieku lot ludzi na Księżyc – została zakończona.
Po wodowaniu załoga „Oriona” miała trudności z nawiązaniem łączności satelitarnej z ekipą ratowniczą, więc astronauci musieli koordynować swoje działania z ratownikami za pośrednictwem centrum kontroli lotów w Houston. Jednak samo wodowanie „Oriona” przebiegło idealnie, a NASA nazwała je „lądowaniem z podręcznika”.Autor zdjęcia, NASA HANDOUT/EPA/ShutterstockAutor zdjęcia, NASAPodpis pod zdjęciem, Kapsuła „Oriona” na Oceanie Spokojnym po wodowaniuCzterech astronautów jest podobno „w doskonałej formie”.
Szef NASA Jared Isaacman niezwykle emocjonalnie opisał, jak widok wodowania załogi misji pozbawił go mowy.
„Jared-dziecko nie może uwierzyć w to, co właśnie zobaczył. To dopiero początek — powiedział. — Znów jesteśmy w grze, jeśli chodzi o wysyłanie astronautów na Księżyc i ich bezpieczny powrót” .
Przypomnijmy, jak przebiegał powrót na Ziemię.
Odłączenie modułu
Około 25 minut przed wejściem „Oriona” w górne warstwy atmosfery ziemskiej od statku odłączył się moduł serwisowy, który przez 10 dni zapewniał funkcjonowanie misji.
Moduł załogi, który wracał na Ziemię, obrócił się tak, aby wejść w atmosferę z superodporną osłoną z przodu.
Rozpoczął się końcowy manewr korygujący, ustawiający kapsułę pod dokładnym kątem zbliżenia do wejścia w atmosferę Ziemi.

Wejście w atmosferę
Powracający z Księżyca „Orion” wchodził w atmosferę z prędkością niespotykaną od czasów „Apollo” — 25 000 mil na godzinę, czyli prawie 40 000 km/h.
Dlatego statek wchodził w atmosferę po bardzo łagodnej trajektorii, a utrzymanie dokładnego kąta wejścia było niezwykle ważne. Osłona termiczna wytrzymuje temperaturę do 5000 stopni Fahrenheita (ponad 2700 stopni Celsjusza) — to zaledwie dwa razy „chłodniej” niż powierzchnia Słońca — ale gdyby kąt wejścia był nawet o jeden stopień większy, temperatura byłaby znacznie wyższa, a statek wraz z załogą po prostu spłonąłby.
Podczas pierwszej, bezzałogowej misji „Artemida” osłona termiczna została poważnie uszkodzona, ale inżynierowie zapewniali, że rozwiązali ten problem, korygując kąt wejścia w atmosferę.
Ponadto, jak twierdzili specjaliści z NASA, osłona i tak spełniła swoje zadanie: temperatura wewnątrz kapsuły nie przekroczyła niebezpiecznych wartości, a gdyby w kapsule znajdowali się wtedy astronauci, pozostaliby cali i zdrowi.

Od kosmosu do oceanu
Faza przelotu przez atmosferę — od wejścia w nią do wodowania — zajęła zaledwie około 13 minut.
Jednocześnie w pierwszej połowie tej drogi kapsuła zgodnie z planem straciła łączność z Ziemią na około 6 minut: pędzący statek kosmiczny tak silnie ogrzewa powietrze, że z atomów tlenu i azotu wyrywają się elektrony i tworzą naładowaną plazmę, która blokuje sygnały radiowe.
Na tym etapie statek hamował po prostu „o atmosferę”. Następnie, gdy prędkość spadła z 40 000 km/h do kilkuset kilometrów na godzinę, „Orion” wypuścił pierwsze dwa spadochrony hamujące o średnicy czaszy zaledwie 7,6 metra. Dzięki nim prędkość opadania została zmniejszona do około 500 km/h.
Następnie przyszła kolej na pomocnicze małe spadochrony, które wyciągnęły trzy główne spadochrony o średnicy czaszy już ponad 35 metrów. Na nich, przy prędkości około 20 mil (ponad 32 km) na godzinę, „Orion” „wpadł” do Oceanu Spokojnego.
Lądowanie na wodzie i ewakuacja
Jak wyjaśniali specjaliści z NASA, „Orion” mógł wylądować na wodzie pod dowolnym kątem: po wodowaniu na obwodzie statku automatycznie napełniły się pływaki, które ustawiły go w prawidłowej pozycji.
Statki NASA i Straży Przybrzeżnej USA czekały na „Oriona” w rozległej strefie wodowania o średnicy setek kilometrów.Około godziny po wodowaniu boczny właz modułu „Orion” otworzył się, aby wpuścić specjalistów.
Do modułu, w którym jest dość ciasno, muszą wejść cztery osoby, aby każdy astronauta mógł przejść indywidualną ocenę stanu fizycznego.
Po wstępnej ocenie lekarz znajdujący się wewnątrz kapsuły „Orion” potwierdził, że wszyscy czterej członkowie załogi czują się dobrze.
NASA oświadczyła, że „nie ma pośpiechu” z ewakuacją astronautów, priorytetem jest ich bezpieczeństwo.
Po ocenie stanu fizycznego astronautów zostali oni kolejno przeniesieni na automatycznie nadmuchaną platformę ratunkową przymocowaną do statku. Dowódca załogi Reed Wiseman opuścił statek jako ostatni.
Helikoptery przetransportowały astronautów na pokład wojskowego statku transportowego USS John P Murtha, który zabierze ich do bazy marynarki wojennej w San Diego.

Trump: „Następny krok – Mars!”
Prezydent USA Donald Trump powitał powrót astronautów na Ziemię i zaprosił ich do Białego Domu.
„Gratuluję wspaniałej i bardzo utalentowanej załodze „Artemidy II”. Cały lot był ekscytujący, lądowanie – idealne, a jako prezydent Stanów Zjednoczonych jestem niesamowicie dumny! Z niecierpliwością czekam na spotkanie z wami wszystkimi w Białym Domu w najbliższym czasie. Powtórzymy to jeszcze raz, a potem następny krok – Mars!”, – napisał Trump na Truth Social.
Przed ekspedycją „Artemida” wokół Księżyca okrążyło go zaledwie 24 osoby – byli to astronauci z programu „Apollo”, którzy polecieli na satelitę Ziemi w latach 1969–1972. Teraz liczba osób, które widziały Księżyc z bliska, wzrosła do 28.



